Bohun pożerał oczyma to piany, to Horpynę — i jednocześnie pracował głową, by pomóc wróżbom.
— Jaki druh?
— Nie widzę. Nie wiem, stary czy młody.
— Stary! Pewno stary!
— Może i stary.
— To wiem, kto to. On mnie już raz zdradził. Stary szlachcic z siwą brodą i z białym okiem. Na pohybel-że jemu! Ale on mnie nie druh.
— On dybie na ciebie. Widzę znowu. Czekaj! Jest i kniaziówna! Jest, w wianku rucianym, w białej sukni, nad nią jastrząb.
— To ja.
— Może i ty. Jastrząb... Czy sokół? Jastrząb!
— To ja.