Tatar rzucił się na posłanie. Po niejakim czasie począł chrapać jak koń.
Chmielnicki przeszedł się kilkakrotnie po wąskiej izbie i rzekł:
— Sen ucieka mnie od powiek. Nie usnę. Daj się czego napić, mości koszowy.
— Gorzałki czy wina?
— Gorzałki. Nie usnę.
— Na niebie już Kurki526 — rzekł koszowy.
— Późno! Idź i ty spać, stary druhu. Napij się i idź.
— Na sławę i szczęście!
— Na szczęście!
Koszowy obtarł gębę rękawem, następnie podał rękę Chmielnickiemu i odszedłszy w drugi koniec izby, zakopał się niemal w owcze skóry, krew bowiem miał już przez wiek ostudzoną.