— Zamek to potężny, żadnej inwazji się nie boi. Ona w opiece jest u pani Sławoszewskiej i u mniszek.
— Chwała bądź Bogu Najwyższemu! — rzekł rycerz, a w głosie drgało mu głębokie rozrzewnienie. — Dajże mnie waść rękę. Z duszy, z duszy dziękuję.
Nagle zwrócił się do semenów:
— Siła jest jeńców?
— Simnadciat’832 — odpowiedzieli żołnierze.
Na to pan Skrzetuski:
— Potkała mnie wielka radość i miłosierdzie jest we mnie. Puścić ich wolno.
Semenowie uszom swoim wierzyć nie chcieli. Tego zwyczaju nie bywało w wojskach Wiśniowieckiego. Skrzetuski zmarszczył z lekka brwi.
— Puścić ich wolno — powtórzył.
Semenowie odeszli, ale po chwili starszy esauł wrócił i rzekł: