— A to lis! W pole mnie wywiódł. Toć ja jego tej nocy na stepie spotkałem i od arkana uwolniłem!
Zaćwilichowski aż się za głowę porwał.
— Na Boga, co wać powiadasz? Nie może to być!
— Może być, kiedy było. Powiadał mi się pułkownikiem u księcia Dominika Zasławskiego i że do Kudaku, do pana Grodzickiego, od hetmana wielkiego jest posłany, alem już temu nie wierzył, gdyż nie wodą jechał, jeno się stepem przekradał.
— To człek chytry jak Ulisses108. I gdzieżeś go wać spotkał?
— Nad Omelniczkiem, po prawej stronie Dnieprowej. Widno do Siczy109 jechał.
— Kudak chciał minąć. Teraz intelligo110. Ludzi siła111 było przy nim?
— Było ze czterdziestu. Ale za późno przyjechali. Gdyby nie moi, byliby go słudzy starostki zdławili.
— Czekajże waszmość. To jest ważna rzecz. Słudzy starostki, mówisz?
— Tak sam powiadał.