— My, panie, po wszystkich wsiach chodzili, aż nas tu jakiś czort obdarł. Buty mieli dobre — wziął, czapki mieli dobre — wziął, sukmany z litości ludzkiej dobre — wziął, i liry nie zostawił.
— Pytam się, kpie: z jakiej wsi idziesz?
— Ne znaju606, pane, ja did607. Ot my nadzy, nocą marzniem, we dnie szukamy litościwych, co by okryli i nakarmili, my głodni!
— Słuchaj tedy, chłopie: odpowiadaj, o co pytam, bo każę powiesić.
— Ja niczoho ne znaju, pane. Kołyb ja szczo, abo szczo, abo bude szczo, to nechaj mini, oto szczo!608
Widocznym było, że dziad nie mogąc sobie zdać sprawy, co by za jeden był ten, kto go pyta, postanowił nie dawać żadnych odpowiedzi.
— A w Rozłogach byłeś? Tam gdzie kniaziowie Kurcewicze mieszkają?
— Ne znaju, pane.
— Powiesić go! — krzyknął pan Skrzetuski.
— Buw, pane!609 — zawołał dziad, widząc, że nie ma żartów.