Wszyscy umilkli i poklękali jakby w oczekiwaniu cudu, ale ksiądz cudu nie czynił, jeno wciąż trzymając ręce na głowie Skrzetuskiego, podniósł oczy ku niebu pełnemu blasków miesięcznych i począł mówić głośno:
— Pater noster, qui es in coelis! Sanctificetur nomen Tuum, adveniat regnum Tuum, fiat voluntas Tua...615
Tu przerwał i po chwili powtórzył głośniej i uroczyściej:
— ...Fiat voluntas Tua...!
Cisza zapanowała głęboka.
— ...Fiat voluntas Tua...! — powtórzył ksiądz po raz trzeci.
Wtedy z ust Skrzetuskiego wyszedł głos niezmiernego bólu, ale i rezygnacji:
— Sicut in coelo, et in terra!616
I rycerz rzucił się na ziemię ze szlochaniem.