Stanął wyrostek ledwie żywy przed pańskim obliczem i myślał, że właśnie ziemia rozpada mu się pod nogami. A książę spytał:
— Jak cię zowią?
— Żeleński.
— Ty strzeliłeś do Kozaka?
— Ja — wyjąkało blade jak płótno pacholę.
— Przecz-żeś to uczynił?
— Gdyż na mękę patrzeć nie mogłem.
Książę, zamiast się rozgniewać, rzekł:
— Oj, napatrzysz ty się ich postępków, że od tego widoku litość od ciebie jako anioł odleci. Ale żeś dla litości swoje zaważył życie, przeto ci skarbnik w Łubniach dziesięć czerwonych złotych wypłaci i do mojej osoby na służbę cię biorę.
Dziwili się wszyscy, iż tak skończyła się owa sprawa, ale wtem dano znać, że podjazd od bliskiej Zołotonoszy przyjechał i umysły zwróciły się w inną stronę.