— Mocy ty żadnej nad nią nie masz.
— Nie mam, nie mam. Ja by wolał, żeby ona mnie nożem pchnęła; niechby i zabiła, byłoby lepiej.
— Głupia Laszka. Ot by po dobrej woli przyhołubiła917 się do ciebie. Gdzie lepszego znajdzie?
— Spraw ty to, a ja ci garnek dukatów nasypię, a pereł drugi. My w Barze wzięli łupu niemało i przedtem brali.
— Ty bogaty jak kniaź Jarema, i sławny. Ciebie, mówią, sam Krzywonos918 się boi.
Kozak ręką machnął.
— Co mnie z tego, koły serdcie bołyt919...
I znowu zapadło milczenie. Brzeg rzeki stawał się coraz dzikszy, pustszy. Białe światło księżyca nadawało fantastyczne kształty drzewom i skałom. Na koniec Horpyna rzekła:
— Tu Wraże Uroczyszcze. Trzeba razem jechać.
— Czemu?