Wiedźma wbiła swoje czarne oczy w owe wary i chwyciwszy się za warkocze koło uszu, poczęła wołać:
— Huku! Huku! Pokaż się! W kole dębowym, w pianie białej, w tumanie jasnym, zły ty czy dobry, pokaż się!
Bohun zbliżył się i siadł przy niej. Twarz jego wyrażała obawę i gorączkową ciekawość.
— Widzę! — krzyknęła wiedźma.
— Co widzisz?
— Śmierć mojego brata. Dwa woły Dońca na pal naciągają.
— Do czorta z twoim bratem! — mruknął Bohun, który czego innego chciał się dowiedzieć.
Przez chwilę słychać było tylko hurgot koła obracającego się jakby z wściekłością.
— Sina u mego brata głowa, sineńka, kruki go dziobią! — rzekła wiedźma.
— Co więcej widzisz?