— Stary! Pewno stary!
— Może i stary.
— To wiem, kto to. On mnie już raz zdradził. Stary szlachcic z siwą brodą i z białym okiem. Na pohybel-że jemu! Ale on mnie nie druh.
— On dybie na ciebie. Widzę znowu. Czekaj! Jest i kniaziówna! Jest, w wianku rucianym, w białej sukni, nad nią jastrząb.
— To ja.
— Może i ty. Jastrząb... Czy sokół? Jastrząb!
— To ja.
— Czekaj. Już nie widać... W kole dębowym, w pianie białej... O! O! Mnogo wojska, mnogo mołojców, oj, mnogo jak drzew w lesie, jak bodiaków989 w stepie, a ty nad wszystkimi, przed tobą trzy buńczuki990 noszą.
— A kniaziówna przy mnie?
— Nie ma jej, ty w obozie.