— Nie wezmę ja dużo, z małą watahą łatwiej się ukryć i podejść... ale z pięciuset dobrych mołojców dajcie, a już moja głowa, że wam języków przywiozę, i nie pocztowych1088, ale towarzyszów, od których się wszystkiego dowiecie.
— Jedźże zaraz. Z Kamieńca już z dział biją na radość i na spasenie Lacham1089, a na pohybel1090 nam, niewinnym.
Bohun odszedł i zaraz jął gotować się do drogi. Mołojcy jego, jako nieodmiennie bywało w takich okazjach, pili na zabój, „nim śmierć-matka przytuli”, on zaś pił z nimi, aż parskał gorzałką, szalał, hulał, następnie kazał beczkę dziegciu1091 zatoczyć i jak był w altembasach1092 i sajetach1093, rzucił się w nią we wszystkim, zanurzył się raz, drugi, wraz z głową — i wykrzyknął:
— Czarny ja teraz jako noc-matka, lackie1094 oczy nie dojrzą!
I wytarzawszy się na perskich kobiercach zdobycznych, skoczył na koń i pojechał, i za nim poczłapali śród pomroki nocnej wierni mołojcy przeprowadzani okrzykiem:
— Na sławu! Na szczastie1095!
Tymczasem pan Skrzetuski dotarł już do Jarmoliniec1096; tam trafiwszy na opór, sprawił krwawy chrzest mieszczanom i zapowiedziawszy, że nazajutrz kniaź Jarema nadejdzie, dał odpoczynek strudzonym koniom i żołnierzom.
Po czym, zebrawszy na naradę towarzyszów, rzekł im:
— Dotąd Bóg nam szczęści. Miarkuję też po terrorze, jaki chłopstwo ogarnia, iż zgoła mają nas za przednią straż książęcą i wierzą, że cała potęga idzie za nami. Ale musimy pomyśleć, aby się zaś nie obaczyli, widząc, iż jedna kupa wszędzie chodzi.
— A długoż my tak będziem chodzić? — spytał pan Zagłoba.