Nastała chwila milczenia, tylko zza innych ścian dochodziło szeptanie.
— Wszędy są, wszędy pilnują! — mruknął Zagłoba.
I poszedł ku przeciwległej ścianie.
Tym razem doszedł go chrzęst żutych obroków1160 i parskanie koni, które widocznie stały tuż, a między nimi mołojcy rozmawiali leżący, bo głosy dochodziły z dołu.
— Hej — mówił jeden — my tu jechali nie śpiąc, nie jedząc, koniom nie popasając, po to, by na pale w obozie Jaremy poszli?
— To już pewno, że on tu jest?
— Ludzie, co z Jarmoliniec uciekli, widzieli go, jako ciebie widzę. Strach, co mówią: wielki on jak sosna, we łbie dwie głownie, a koń pod nim smok.
— Hospody pomyłuj1161!
— Nam tego Lacha z żołnierzami zabrać i uciekać.
— Jak uciekać? Konie i tak zdychają.