— Bo w cudzoziemskim autoramencie służysz.
— Uspokójże się waćpan — rzecze pan Michał. — Choć w dragonach służę, przeciem jest towarzysz i to nie lekkiego, ale poważnego znaku pana wojewody; możesz tedy ze mną mówić jak z równym albo jak z lepszym.1315
Pan Charłamp pomiarkował się trochę, poznawszy, iż nie z tak lekką, jak mniemał, osobą ma do czynienia, ale nie przestał zębami zgrzytać, bo go zimna krew pana Michała do jeszcze większej złości doprowadziła — więc rzekł:
— Jak waćpan śmiesz mi w drogę włazić?
— Ej, widzę, waszmość okazji szukasz?
— Może i szukam, i to ci powiem — tu pan Charłamp pochylił się do ucha pana Michała i kończył cichszym głosem — żeć uszy obetnę, jeśli mi przy pannie Annie będziesz zastępował drogę.
Pan Wołodyjowski znów począł podrzucać obuszek bardzo pilnie, jakby to czas był właśnie na takową zabawę, i ozwał się tonem perswazji:
— Ej, dobrodzieju, pozwól jeszcze pożyć; zaniechaj mnie!
— O, nie! Nic z tego! Nie wymkniesz się! — rzekł pan Charłamp, chwytając za rękaw małego rycerza.
— Ja się przecie nie wymykam — mówił łagodnie pan Michał — ale teraz na służbie jestem i z ordynansem1316 księcia pana mojego dążę. Puść waść rękaw, puść, proszę cię, bo inaczej co mnie biednemu robić?... Chyba tym oto obuchem w łeb zajadę i z konia zwalę. — Tu pokorny z początku głos Wołodyjowskiego tak jakoś zasyczał jadowicie, że pan Charłamp spojrzał z mimowolnym zdziwieniem na małego rycerza i rękaw puścił.