— Mości wojewodo, każ dać miodu, muszę ja wypić za zdrowie tego rycerza, druha mojego.
Kisiel uchylił drzwi i na pacholika krzyknął, który wnet podał trzy kusztyki1558 huszczańskiego miodu.
Chmielnicki trącił się z wojewodą i ze Skrzetuskim, wypił — aż mu się z czupryny zadymiło, zaśmiała mu się twarz, ochota wielka wstąpiła w serce i zwróciwszy się do porucznika, zakrzyknął:
— Proś mnie, o co chcesz!
Rumieniec wystąpił na blade oblicze Skrzetuskiego; nastała chwila milczenia.
— Nie bój się — rzekł Chmielnicki. — Słowo nie dym; proś, o co chcesz, byleś o takie rzeczy nie prosił, które należą do Kisiela.
Chmielnicki nawet pijany był zawsze sobą.
— Kiedy mi wolno z afektu, jaki masz dla mnie, mości hetmanie, korzystać, tedy sprawiedliwości od ciebie żądam. Jeden z twoich pułkowników krzywdę mi wyrządził...
— Szyję mu urezać! — przerwał z wybuchem Chmielnicki.
— Nie o to chodzi, każ mu jeno do walki ze mną stanąć.