— Zaraz się skończy.
— A potem pole?
— Tak jest. O Jezu!
— Cicho waść!... Za polem drugi las?
— Aż do Matczyna.
— Dobrze! Byle nas na tym polu nie najechali! Jeżeli się do drugiego lasu szczęśliwie przedostaniem, tośmy i w domu. Jedźmy teraz razem! Szczęściem kniaziówna z Rzędzianem na Burłajowych koniach.
Popędzili konie i zrównali się z jadącymi na przedzie.
— Co to za łuna na prawo? — pytała kniaziówna.
— Mościa panno! — odrzekł mały rycerz. — Tu nie ma co ukrywać. To mogą być Tatarzy.
— Jezus Maria!