— Kto ty? — pytał książę wojewoda, utkwiwszy w niego swe spokojne źrenice.
— Ja setnik Sokół... od hetmana.
— A z czym przychodzisz?
Setnik począł bić czołem pokłony aż pod strzemiona książęce.
— Przebacz, władyko! Co mnie kazali, to powiem, ja nie winien!
— Mów śmiało.
— Hetman kazał mi powiedzieć, że w gości przybył do Zbaraża i jutro w zamku was odwiedzi.
— Powiedz mu, że nie jutro, ale dziś wydaję ucztę w zamku! — odrzekł książę.
Jakoż w godzinę później zagrzmiały na wiwaty moździerze, wzniosły się radosne okrzyki — i wszystkie okna zamkowe zajaśniały od tysiąców świec jarzących.
Chan, usłyszawszy wiwatowe strzały, głosy trąb i kotłów, wyszedł własną osobą przed namiot w towarzystwie brata Nuradyna, sułtana Gałgi, Tuhaj-beja i wielu murzów, a następnie posłał po Chmielnickiego.