— Już prawie skończone.
— To dobrze! — rzekł książę. — Do wieczora się przeniesiemy.
Po czym zwrócił się do czterech rycerzy:
— Po szturmie, jeżeli noc będzie ciemna, najlepsza pora do wyjścia.
— Jak to? — rzekł kasztelan bełski. — Mości książę, gotujesz wycieczkę?
— Wycieczka swoją drogą pójdzie... — rzekł książę — ja sam poprowadzę; ale teraz mówimy o czym innym. Ichmościowie podejmują się przekraść przez nieprzyjaciela i dać znać królowi o naszym położeniu.
Kasztelan zdumiał, oczy otworzył i spoglądał kolejno na rycerzy.
Książę uśmiechnął się z zadowoleniem. Miał tę próżność, że lubił, by podziwiano jego żołnierzy.
— Na Boga! — rzekł kasztelan. — Więc są jeszcze takie serca na świecie?... Na Boga!... Nie będę ja waszmościów od tego hazardu odwodził...
Pan Zagłoba zaczerwienił się ze złości, ale już nic nie rzekł, sapał tylko jak niedźwiedź, książę zaś zamyślił się przez chwilę i w następujące ozwał się słowa: