— Czuwaliśmy do rana, panie pułkowniku, zasnęliśmy dopiero o dniu białym.
Kmicic rozejrzał się dokoła.
— Gdzie jesteśmy?
— W lesie, panie pułkowniku.
— To i ja widzę. Ale co to za chałupa?
— Tego my sami nie wiemy.
— Chodź za mną! — rzekł pan Andrzej.
I cofnął się do wnętrza chaty. Soroka podążył za nim.
— Słuchaj — rzekł Kmicic, siadłszy na tapczanie — wszakże to książę do mnie strzelił?
— Tak jest.