— Każę do zachodu słońca strzelać tak mocno jak wczoraj. Na noc odpoczniem. Zobaczym, czyli poselstwa nie wyślą.
— Wasza dostojność wiesz, że wysłali do Wittenberga348?
— Wiem, wyślę i ja po największe kolubryny349. Jeśli ich nie można będzie nastraszyć albo pożaru wzniecić od środka, trzeba będzie wyłom uczynić.
— Spodziewasz się więc wasza dostojność, że feldmarszałek pochwali oblężenie?
— Feldmarszałek wiedział o moim zamiarze i nie mówił nic — odrzekł szorstko Miller. — Jeśli mnie tu niepowodzenie ścigać dalej będzie, to pan feldmarszałek zgani, nie pochwali, i na mnie całej winy złożyć nie omieszka. Król jegomość jemu odda słuszność, to wiem. Niemałom już ucierpiał od zgryźliwego humoru pana feldmarszałka, jakby to moja winą była, że go, jako Włosi mówią, mal francese350 trawi.
— O tym, że na waszą dostojność zwali winę, nie wątpię, zwłaszcza gdy się pokaże, że Sadowski ma słuszność.
— Co za słuszność? Sadowski za tymi mnichami przemawia, jak gdyby był u nich na żołdzie! Co on powiada?
— Powiada, że te wystrzały — rozlegną się w całym kraju, od Bałtyku aż po Karpaty.
— Niechże król jegomość każe w takim razie skórę z Wrzeszczowicza ściągnąć i jako wotum do tego klasztoru ją pośle, bo to on instygował351 owo oblężenie.
Tu Miller porwał się za głowę.