— Wystrzał, panie pułkowniku!
— Gdzie Soroka?
— Pojechał listów szukać.
— W której stronie strzelono?
Żołnierz ukazał wschodnią część lasu, zarośniętą gęstymi chaszczami.
— Tam!
W tej chwili dał się słyszeć tętent niewidzialnych jeszcze koni,
— Pilnuj! — krzyknął Kmicic.
Lecz z zarośli ukazał się Soroka, pędzący co koń wyskoczy, a za nim drugi żołnierz.
Obaj dobiegli do chaty i zeskoczywszy z koni, wymierzyli spoza nich, jakby spoza szańców, muszkiety ku zaroślom.