— Dobrze — odrzekł przeor — chodźcie do mojej celi.
Wkrótce potem zasiedli przy sosnowym stole w ubogiej celi przeorskiej. Ksiądz Kordecki i pan Piotr Czarniecki pilnie patrzyli w młodą twarz Babinicza; on zaś rzekł:
— Tu wycieczka na nic. Spostrzegą i odbiją. Tu jeden człowiek musi poradzić!
— Jak to? — spytał pan Czarniecki.
— Musi jeden człowiek pójść i to działo prochami rozsadzić. A może to uczynić, póki takie mgły panują. Najlepiej, żeby poszedł w przebraniu. Tu kolety podobne do szwedzkich są. Jak nie będzie można inaczej, to się pomiędzy Szwedów wśliźnie, jeśli zaś z tej strony szańca, z której pysk owej kolubryny wygląda, nie ma ludzi, to jeszcze lepiej.
— Dla Boga! cóż ten jeden człowiek uczyni?
— Potrzebuje tylko puszkę z prochem działu w pysk włożyć, z nitką prochową wiszącą, i nitkę podpalić. Gdy prochy buchną, działo kaduk414... — chciałem powiedzieć: pęknie!
— Ej, chłopcze! co też gadasz? Małoż to prochu co dzień w nie tkają, a nie pęka?
Kmicic rozśmiał się i pocałował księdza w rękaw habitu.
— Ojcze kochany, wielkie w was serce, bohaterskie i święte...