— Czy masz waszmość co, prócz czczych wyrzutów, do powiedzenia? — spytał Miller.
— Mam, pomimo wesołości tych panów, którzy mogliby swój humor do lepszych czasów zachować.
— O Laertiadesie444, z fortelów swych znany! — zakrzyknął książę Heski.
— Panowie! — odpowiedział Wrzeszczowicz — wiadomo powszechnie, że nie Minerwa445 jest waszym opiekuńczym bóstwem; a ponieważ Mars446 wam nie dopisał i zrzekliście się waszych głosów, pozwólcie mnie mówić.
— Góra stękać poczyna, zaraz ujrzymy mysi ogonek447! — dorzucił Sadowski.
— Proszę o milczenie! — rzekł surowo Miller.
— Mów, panie hrabio, pamiętaj tylko, że dotąd rady twoje wydały gorzkie owoce.
— Które mimo zimy spożywać musimy na kształt zapleśniałych sucharów! — wtrącił książę Heski.
— Tym się tłumaczy, dlaczego wasza książęca mość pijesz tyle wina — odparł Wrzeszczowicz — a choć wino nie zastąpi przyrodzonego dowcipu, pomaga ci za to do wesołego strawienia nawet hańby. Lecz mniejsza o to! Wiem dobrze, iż w fortecy jest partia, która od dawna poddać się pragnie, i tylko nasza niemoc z jednej, a nadludzki upór przeora z drugiej strony utrzymuje ją w karbach. Nowy postrach doda jej nowych sił, dlatego należy nam okazać, że nic sobie nie robimy ze straty działa, i szturmować tym usilniej.
— Czy to już wszystko?