— W każdym razie Kuklinowski zgodzi się — odrzekł Wrzeszczowicz — ale lepiej będzie, żeby i on wierzył naprawdę w istnienie przechodu.
Wtem tętent rozległ się przed kwaterą.
— Owóż i pan Zbrożek przyjechał — rzekł książę Heski, spoglądając przez okno.
Po chwili w sieni zabrzęczały ostrogi i Zbrożek wszedł, a raczej wpadł do izby. Twarz jego była blada, wzburzona, i zanim oficerowie zdążyli spytać o powody tego pomieszania, pułkownik zakrzyknął:
— Kuklinowski nie żyje!
— Jak to? Co waść mówisz? Co się stało? — spytał Miller.
— Pozwólcie mi odetchnąć — rzekł Zbrożek — bo to, com widział, imaginację przechodzi...
— Mów prędzej! zamordowanoli go? — zawołali wszyscy.
— Kmicic! — odparł Zbrożek.
Oficerowie zerwali się wszyscy ze swych miejsc i poczęli patrzyć na Zbrożka jak na szalonego; on zaś, wyrzucając nozdrzami szybkie kłęby pary, tak mówił: