Król począł klaskać w ręce w uniesieniu.
— Bóg nam zesłał tego żołnierzyka! — wołał. — Salomon lepiej by nie poradził! Całkiem votum za tym zdaniem daję i nie ma inaczej być! Będą króla między dragonami łapać, a król im pod nosem przejedzie. Dla Boga, nie może być nic lepszego!
— Mości królu! to krotochwila554!... — zawołał Tyzenhauz.
— Żołnierska krotochwila! — odrzekł król. — Wreszcie niech będzie, co chce, od tego nie odstąpię!
Kmicicowi oczy jarzyły się od radości, że jego zdanie przemogło, lecz Tyzenhauz porwał się z siedzenia.
— Miłościwy panie! — rzekł — zrzekam się komendy nad dragonami. Niech ich kto inny prowadzi!
— A to czemu? — spytał król.
— Bo jeśli bez obrony, miłościwy panie, pójdziesz wydany na igrzysko fortuny, na wszystkie zgubne terminy555, jakie się przygodzie mogą, to i ja chcę przy twej osobie być, piersi za ciebie nadstawić i polec w potrzebie.
— Dziękujem za szczerą intencję — odrzekł Jan Kazimierz — ale uspokójże się, bo właśnie w taki sposób, jaki radzi Babinicz, najmniej narażeni będziemy.
— Co radzi pan... Babinicz, czy jak się tam nazywa, niech bierze na własną odpowiedzialność! Może mu zależy co na tym, byś wasza królewska mość bez obrony w górach się zabłąkał... Ja Boga i tu obecnych towarzyszów na świadki biorę, żem z duszy odradzał!