I przyskoczywszy do skały, przyłożył do niej ucho.
Wszyscy utkwili w niego oczy, a jemu twarz zmieniła się w jednej chwili i rzekł:
— Za zakrętem wojsko idzie od potoku!... Dla Boga! czy nie Szwedy?!
— Gdzie? jak? co?... — poczęto pytać ze wszystkich stron. — Nic nie słychać!...
— Bo tam śnieg leży. Na rany boskie! Już są blisko!... Zaraz, się ukażą!...
— Może pana marszałka ludzie? — rzekł król.
Kmicic w tej chwili ruszył koniem.
— Pojadę zobaczyć! — rzekł.
Kiemlicze ruszyli zaraz za nim, jak psy myśliwe za łowcem, lecz ledwie posunęli się z miejsca, gdy zakręt gardzieli, o sto kroków przed nimi leżący, zaciemnił się od ludzi i koni.
Kmicic spojrzał... i dusza zatrzęsła się w nim z przerażenia.