— Zdjąć mu pancerz! — wołali inni.
Wnet przecięto rzemienie.
Kmicic odetchnął głębiej.
— Dycha! dycha! Żyw! — powtórzyło kilka głosów.
On zaś leżał czas jakiś nieruchomie, po czym otworzył oczy. Wówczas jeden z żołnierzy wlał mu do ust nieco gorzałki, inni zaś podnieśli go pod ramiona.
W tej chwili nadjechał pędem sam król, do którego uszu doszedł okrzyk powtarzany przez wszystkie usta.
Żołnierze przywlekli przed niego pana Andrzeja, który ciężył im ku ziemi i leciał przez ręce. Jednakże na widok króla przytomność wróciła mu na chwilę, uśmiech prawie dziecinny przebłysnął mu na twarzy, a blade jego wargi wyszeptały wyraźnie:
— Mój pan, mój król żywie594... wolny...
I łzy błysły mu w źrenicach.
— Babinicz! Babinicz! Czym cię nagrodzę?! — wołał król.