— Jedź, wasza miłość, spokojnie.
— Bóg zapłać za permisję710! — odpowiedział, śmiejąc się, wojewoda.
Zawtórowali wodzowi śmiechem inni oficerowie, on zaś istotnie począł się zbierać, bo kolasa stała już pod oknami gotowa, więc żegnał się ze wszystkimi, dając każdemu instrukcję, co ma pod jego niebytność czynić; wreszcie zbliżywszy się do pana Wołodyjowskiego, rzekł:
— Waść, na wypadek zdania się711 zamku, będziesz mi odpowiadał za zdrowie wojewody, tobie tę funkcję powierzam.
— Wedle rozkazu! włos mu z głowy nie spadnie! — odrzekł mały rycerz.
— Panie Michale — rzekł do niego pan Zagłoba po odjeździe wojewody — ciekaw jestem, jakie to osoby nalegają na naszego Sapia, by Radziwiłła, dostawszy, nie żywił?
— Skąd mam wiedzieć! — odrzekł mały pan.
— Czyli powiadasz, że czego ci cudza gęba do ucha nie powie, tego ci własny dowcip nie podszepnie. Prawda jest! Ale muszą to być znaczne jakieś persony712, skoro mogą panu wojewodzie rozkazy dawać.
— Może sam król?
— Król? Króla gdyby pies ukąsił, zaraz by mu przebaczył i jeszcze by mu sperkę dać kazał. Takie już u niego serce!