Lecz on rzekł:
— Jakoby mi ktoś z piersi zlazł: lżej mi...
Potem zwrócił nieco głowę, począł patrzeć uważnie ku drzwiom, na koniec ozwał się:
— Charłamp!
— Sługa waszej książęcej mości.
— A czego tu Stachowicz chce?
Pod biednym Charłampem zadygotały nogi, bo o ile nieustraszony był w boju, o tyle zabobonny, więc obejrzał się szybko i rzekł przytłumionym głosem:
— Stachowicza tu nie masz. Wasza książęca mość kazał go w Kiejdanach rozstrzelać.
Książę przymknął oczy i nie odpowiedział ani słowa.
Przez jakiś czas słychać tylko było żałosne i przeciągłe wycie wichru.