— A kamuszki w onej blaszance — dodał, kładnąc876 obok trzosów żołnierską manierkę na wódkę.
Pan Kmicic nic nie mówiąc, wytrząsnął w garść nieco czerwonych złotych, bez rachuby, i rzekł do wachmistrza:
— Masz!
— Do nóg upadam waszej miłości! Ej! żeby to ja miał w drodze choć jeden takowy dukacik!
— Albo co? — spytał rycerz.
— Bom okrutnie z głodu osłabł. Mało gdzie teraz człeka kawałkiem chleba poczęstują, bo każdy się boi, to i nogi w końcu ledwie z głodu wlokłem.
— Na miły Bóg! przecieś to wszystko miał przy sobie!
— Nie śmiałem bez permisji877 — rzekł krótko wachmistrz.
— Trzymaj! — rzekł Kmicic, podając mu drugą garść.
Po czym krzyknął na pacholików: