— Król też zaraz zakrzyknął: „Gotowa dla Jędrka ekspedycja, od której dusza się w nim uraduje.” Chciał też wnet pokojowego za waścią wysłać, ale ja powiadam: Sam pojadę, to go jeszcze pożegnam.
Kmicic przechylił się na koniu i chwycił małego rycerza w objęcia.
— Brat by tyle dla mnie nie uczynił, ileś już waszmość uczynił! Dajże, Boże, czymkolwiek się wywdzięczyć!
— Ba! Przecie waćpana rozstrzelać chciałem!
— Bom też czego lepszego był niewart. Nic to! Niech mnie w pierwszej bitwie usieką, jeżeli pomiędzy wszystkim rycerstwem bardziej kogo od waćpana miłuję!...
Tu znowu poczęli się ściskać, na pożegnanie zaś rzekł pan Wołodyjowski:
— A pilnuj się z Bogusławem! pilnuj się, bo z nim niełatwo!
— Jednemu z nas już śmierć pisana!
— Dobrze!
— Ej, żebyś to waszmość, któryś jest do szabli jeniusz, swoje arkana mi odkrył! Cóż! nie ma czasu!... Ale i tak anieli mi pomogą, i krew jego obaczę, chyba że przedtem oczy moje zamkną się na zawsze na światło dzienne.