— Ba, to dziewka gotowa osiąść na koszu920... Choć, co prawda, jeszcze w tej gruszce białe ziarnka być muszą921.
Na to Szurski wytrzeszczył oczy i pochyliwszy się do ucha Kmicica, rzekł wielce tajemniczo:
— Mówią, że jej dwadzieścia pięć lat, jak Boga kocham! Jeszcze przed inkursją hultajską922 była u księżnej Gryzeldy.
— Dziw nad dziwy, nie dałbym jej nad szesnaście, niechby ośmnaście, najwyżej!
Tymczasem „licho” domyśliło się widocznie, że o nim mowa, bo oczki jarzące nakryło powiekami i jeno boczkiem trochę strzelało ku Kmicicowi, pytając ciągle: Ktoś jest, taki urodziwy? skąd się wziąłeś?
A on mimo woli począł pokręcać wąsa.
Po obiedzie wziął go pod ramię pan starosta kałuski, który, z uwagi na dworne maniery Kmicica, traktował go jak niepowszedniego gościa.
— Panie Babinicz — rzekł — wszakże waszmość mówiłeś mi, żeś z Litwy?
— Tak jest, panie starosto.
— Powiedzże mi, zali923 nie znasz na Litwie Podbipiętów?