„Przecie jest w nim tyle uczciwości, że na głowę moją nie nastaje, jeno mnie na dudka chce wystrychnąć — pomyślał Kmicic. — Wraz się też okaże jawnie, czy jest w tym zasadzka, czyli jej nie ma.”
Tymczasem Anusia wysadziła głowę przez okno.
— A co tam? — spytała.
— Nic! pan starosta kałuski jeszcze raz waćpannę mojemu męstwu poleca. Nic więcej.
Tu zwrócił się do woźnicy i rajtarów:
— Jazda!
Lecz oficer dowodzący rajtarami osadził konia.
— Stój! — krzyknął na woźnicę.
Po czym do Kmicica:
— Jak to „jazda”?