— Jutro wam w hańbie umierać! — ryczał Kmicic.
— Tatarzy w Suchowolu!
— Książę zdrajca!
— Przeciw królowi wojujem!
— Bij!
— Do księcia!
— Stój!
W zamieszaniu jakaś szabla przecięła powrozy krępujące ręce Kmicica. Ten zaś skoczył w tej chwili na jednego z owych koni, które Sorokę na pal naciągnąć miały, i krzyknął już z konia:
— Za mną do hetmana!
— Idę! — wrzasnął Głowbicz. — Niech żyje król! — Niech żyje! — odpowiedziało pięćdziesiąt głosów i pięćdziesiąt szabel błysnęło jednocześnie