— Zaśby ich nie można w pole wywabić?
— Nie wychodzą.
— A obejść i zostawić, aby się do Janowa dostać?
— Na drodze leżą.
— Trzeba będzie coś obmyślić!
To rzekłszy, Kmicic począł się ręką gładzić po czuprynie.
— Próbowaliście podchodzić? Jak daleko wypadają za wami?
— Na staje1069, dwa... dalej nie chcą.
— Trzeba będzie coś obmyślić! — powtórzył Kmicic.
Lecz tej nocy nic już nie obmyślił. Za to nazajutrz podjechał z Tatary1070 pod obóz, leżący między Suchowolem a Janowem, i rozpoznał, że Akbah-Ułan przesadzał, mówiąc, że piechota okopała się z tej strony, były tam bowiem tylko szańczyki, nic więcej. Można się było z nich długo bronić, zwłaszcza przeciw Tatarom, którzy nieskoro szli wprost na ogień do ataku, ale nie można było myśleć o wytrzymaniu jakiegokolwiek oblężenia.