— Ludzie popłyną za ogonami. To wasz tatarski proceder.
— Ludzie skostnieją.
— Rozgrzeją się w ogniu.
— Kiszmet1071!
Nim zmroczyło się na świecie, Kmicic kazał naciąć pęki łoziny, zwiędłego sitowia, trzcin i poprzywiązywać koniom do boków.
Przy pierwszej gwieździe rzucił w wodę około ośmiuset koni i poczęli płynąć. On sam płynął na czele, lecz wkrótce zmiarkował, że tak wolno posuwają się naprzód, iż za dwa dni nie przepłyną poza szańce.
Wówczas kazał się przeprawić na drugi brzeg.
Niebezpieczne to było przedsięwzięcie. Drugi brzeg był prosty i bagnisty. Konie, choć lekkie, lgnęły po brzuchy. Lecz posuwali się naprzód, lubo1072 wolno i ratując jeden drugiego.
Tak szli parę stai.
Gwiazdy pokazywały północ. Wtem od południa doszły ich echa dalekiej palby.