Młody pan wziął się w boki:
— Jestem pan Rzędzian z Wąsoszy — rzekł z dumą.
Kmicic otwierał już usta, ażeby powiedzieć swoje przybrane nazwisko, gdy wtem Biłous wszedł spiesznie do izby.
— Panie komen...
Tu urwał żołnierz, powstrzymany groźnym wzrokiem Kmicica, zmieszał się, zaciął i wreszcie wykrztusił z wysileniem:
— Proszę waszmości, ludzie jacyś jadą.
— Skąd?
— Od Szczuczyna.
Teraz pan Kmicic stropił się nieco, ale pokrywając prędko pomieszanie, odparł:
— A mieć się na baczności. Duża kupa idzie?