— Nie — odparł Rzędzian — to szlachta, która z końmi na jarmarki jedzie.
— A dokąd jedziecie? — pytał Józwa.
— Do Soboty — odparł stary Kiemlicz.
— Gdzie to jest?
— Niedaleko Piątku.
Józwa również, jak poprzednio Kmicic, poczytał za żart niewczesny tę odpowiedź i rzekł, namarszczywszy brwi:
— Odpowiadaj, kiedy pytają!
— Jakim prawem pytasz?
— Mogę ci się i z tego wywieść: bo mnie na podjazd wysłali, bym obaczył, czy podejrzanych ludzi w okolicy nie masz. Jakoż widzi mi się, że są, którzy nie chcą powiedzieć, dokąd jadą!
Kmicic obawiając się, żeby jaka zwada z tej rozmowy nie wynikła, rzekł, nie ruszając się z ciemnego kąta: