— Tak jest. Jeśli w czym pobłądzę, to z własnej winy.
— Listy już mam popisane, jeno kilka zostaje. Kiedy chcesz ruszyć?
— Dziś jeszcze! Jak najprędzej!...
— Nie maszże jakiej prośby do mnie?
— Wasza książęca mość!... — zaczął Kmicic.
I urwał nagle.
Słowa z trudnością wychodziły mu z ust, a na twarzy malował się przymus i zmieszanie.
— Mów śmiało! — rzekł hetman.
— Proszę — rzekł Kmicic — aby tu miecznik rosieński i ona... jakowej krzywdy nie doznali!...
— Bądź pewien. Ale to widzę, że ty tę dziewkę jeszcze miłujesz?