— Uważcie, mości panowie — mówił Kokosiński — jakie tu chłopy rosłe; jeden w drugiego jak tur, a każdy wilkiem patrzy.
— Żeby nie ten wzrost i żeby nie szabliska, można by ich wziąć za chamów — rzekł Uhlik.
— Obaczcie no te szablice! Czyste powyrki, jak mi Bóg miły! — zauważył Ranicki. — Chciałbym się z którym popróbować!
Tu pan Ranicki począł gołą dłonią szermować.
— On by tak, ja bym tak! On by tak, ja bym tak — i szach!
— Łatwo sobie możesz owo gaudium130 uczynić — zauważył Rekuć. — Z nimi nie trzeba wiele.
— Wolałbym się ja z tymi oto dziewczętami popróbować! — rzekł nagle Zend.
— Świece, nie panny! — wykrzyknął z zapałem Rekuć.
— Co waść mówisz: — świece? — sosny! A pyski u każdej jakoby krokoszem131 malowane.
— Ciężko i na szkapie usiedzieć na taki widok!