Obaj Skrzetuscy i Zagłoba stanęli jak wryci.
— Jakże to było? Powiadaj waćpan, na żywy Bóg, bo we własnej skórze nie usiedzim!
— Już mi i tchu nie staje — odpowiedział pan Charłamp — jechałem dzień i noc, strudziłem się okrutnie. Nadjedzie pan Czarniecki, to wszystko ab ovo267 opowiem. Dajcie mi teraz trochę odsapnąć.
— Więc ot i Carolus wyszedł z saku. Przewidywałem, że na to przyjdzie. Jakże to? zapomnieliście, iżem to prorokował? Niech Kowalski przyświadczy.
— Wuj prorokował! — rzekł Roch.
— I gdzie Carolus poszedł? — spytał Charłampa Wołodyjowski.
— Piechota popłynęła szmagami, a on z jazdą poszedł po Przywiślu ku Warszawie.
— Bitwa była?
— I była, i nie była. Krótko mówiąc, dajcie mi spokój, bo nie mogę gadać!
— Jedno jeno jeszcze powiedz. Zali268 całkiem pan Sapieha rozbit?