— Chyba nie masz takiego drugiego miasta na świecie! — zawołał jeden z żołnierzy.
— Dlatego też wszystkie nacje nam go zazdroszczą.
— A ów cudny gmach na lewo od zamku?
— Za Bernardynami?
— Tak jest.
— To pallatium Radziejowskianum, dawniej Kazanowskich. Uważają go za dziewiąty cud świata, ale zaraza na niego, bo w tych to murach zaczęło się nieszczęście Rzeczypospolitej.
— Jakże to? — spytało kilka głosów.
— Bo jak się wziął pan podkanclerzy Radziejowski z żoną wadzić i wojować, tak król się za nią ujął. Wiecie, waćpanowie, co o tym ludzie mówili, a to pewno, że i sam podkanclerzy myślał, że mu się żona w królu kocha, a król w niej; za czym przez invidię304 do Szwedów uciekł i wojna się rozpoczęła. Co prawda, siedziałem wtedy na wsi i końca onej sprawy nie widziałem, jeno z relacji, ale to wiem, że ona nie do króla, tylko do kogo innego przedtem słodkie oczy, jako marcepan, robiła.
— Do kogo?
Zagłoba pokręcił wąsa.