— A Królewiec?
— Co można było wziąć, tom wziął, ale tego mało.
— Za szczęście sobie poczytuję, że się będę mógł waszej książęcej wysokości dobrą radą przysłużyć — rzekł Paterson.
— Wolałbym, żebyś się przysłużył gotówką.
— Warta jej ta rada. Nie dawniej jak wczoraj mówił mi pan Billewicz, że ma zacne kwoty zakopane w sadzie w Billewiczach i że właśnie chce je tu w bezpieczne miejsce przenieść, aby je waszej książęcej wysokości na skrypt oddać.
— A toś mi z nieba spadł i ów szlachcic także! — zawołał Bogusław. — A siłaż436 tam tego będzie?
— Nad sto tysięcy prócz sreber i kosztowności, których bodaj że drugie tyle.
— Sreber i kosztowności szlachcic nie zechce na gotowiznę zmieniać, ale można je będzie zastawić. Wdzięczenem ci, Paterson, bo w porę mi to przychodzi. Muszę z Billewiczem zaraz jutro pomówić.
— To go uprzedzę, bo właśnie jutro wybiera się z panną do Gawny, do państwa Kuczuków-Olbrotowskich.
— Uprzedź go, by nie wyjeżdżał, nim się ze mną nie obaczy.