— Nie dawaj mi zaraz responsu457, jeno się namyśl godzinę albo i dwie.
— Bóg widzi, że bylem wolność odzyskał, pragnę zgody.
— Wolność waćpan dobrodziej odzyszczesz458, nie wiem tylko, czy korzystać z niej zechcesz i czy ci pilno będzie opuścić moje progi. Rad bym, żebyś mój dom i całe Taurogi za swoje uważał, ale teraz słuchaj. Czy wiesz waszmość, mój dobrodzieju, dlaczegom się sprzeciwiał wyjazdowi panny Billewiczówny? Oto dlatego, żem odgadł, iż uciec po prostu chcecie, a ja takem się w synowicy waszmościnej rozkochał, iż byle ją widzieć, Hellespont bym co dzień przepływać gotów jako ów Leander dla Hery459...
Miecznik poczerwieniał na nowo w jednej chwili.
— Mnie to wasza książęca mość śmiesz mówić?...
— Właśnie waszmości, mój szczególniejszy dobrodzieju.
— Mości książę! Szukaj fortuny u dworek, a szlacheckiej dziewki nie tykaj, boć zasię! Możesz ją więzić, możesz do sklepu460 zamknąć, ale ci jej pohańbić nie wolno!
— Pohańbić nie wolno — odrzekł książę — ale wolno pokłonić się staremu Billewiczowi i rzec mu: Słuchajcie, ojcze! dajcie mi swoją synowicę za żonę, bo mi żyć bez niej nijak.
Miecznik tak zdumiał, że słowa przemówić nie mógł, przez czas jakiś tylko wąsami ruszał, a oczy wyszły mu na wierzch; potem jął je sobie pięściami przecierać i spoglądać to na księcia to wokoło po komnacie, wreszcie rzekł:
— We śnieli czy na jawie?