— Bóg waszej książęcej mości zapłać za zacne intencje... Ciężar spada z serca! Ej, mości książę, żeby jeszcze nie różnica wiary!...
— Ksiądz katolicki będzie ślub dawał, innego ja sam nie chcę.
— Całe życie będziem za to wdzięczni, bo tu chodzi o błogosławieństwo boże, którego pewnie by Pan Jezus umknął, gdyby jaki paskudnik...
Tu ugryzł się w język pan miecznik, bo zmiarkował, że nieprzyjemną dla księcia rzecz chciał powiedzieć, lecz Bogusław ani zauważył, owszem, uśmiechnął się łaskawie i dodał:
— I co do potomstwa nie będę się upierał, bo nie masz takiej rzeczy, której bym dla tej waszej śliczności nie uczynił...
Miecznika twarz rozjaśniła się, jakby na nią promienie słońca padły.
— Już też Bóg tej błaźnicy464 nie poskąpił urody... Prawda jest!
Bogusław znów poklepał go po ramieniu i pochyliwszy się szlachcicowi do ucha, począł szeptać:
— A że pierwszy będzie chłopak, to ja ręczę, i malowanie, nie chłopak!
— Chi! chi!...