— Szelma szelmę po szelmowsku ożeni.
Książę wpadł w dobry humor.
— Gdzie rajfur487 drużbą, nie może być innego ślubu.
Na chwilę umilkli i poczęli się śmiać obaj, ale rzechotanie ich dziwnie złowrogo rozlegało się po ciemnej izbie. Noc zapadała coraz głębsza.
Książę począł chodzić po pokoju, stukając głośno czekanikiem, którym podpierał się silnie, bo od ostatniego odrętwienia nogi mu jeszcze niezbyt służyły.
Wtem pachołkowie wnieśli kandelabry ze świecami i wyszli, lecz pęd powietrza pochylił płomienie świec tak, iż długo nie mogły się palić prosto, topiąc tymczasem obficie wosk.
— Patrz, jak się świecę palą — rzekł książę. — Cóż stąd wróżysz?
— Że jedna cnota stopi się dziś jak wosk.
— Dziw, jak długo trwa to chybotanie.
— Może dusza starego Billewicza przelatuje nad płomieniami.