Dalszą rozmowę przerwało wejście miecznika i panny Kulwiecówny. Książę postąpił ku nim żywo, podpierając się czekanikiem. Sakowicz wstał.
— A co? można do Oleńki? — spytał książę.
Lecz miecznik tylko ręce rozłożył, a głowę spuścił na piersi.
— Mości książę! Synowica moja powiada, że jej testament pułkownika Billewicza zakazuje losem swym rozporządzać, a gdyby nawet nie zakazywał, tedyby za waszą książęcą mość, nie mając do niej serca, nie wyszła.
— Sakowicz! słyszysz? — ozwał się strasznym głosem Bogusław.
— O tym testamencie i ja wiedziałem — mówił miecznik — alem w pierwszej chwili nie uważał go za niezwalczone impedimentum490.
— Drwię sobie z waszych szlacheckich testamentów! — rzekł książę. — Plwam na wasze szlacheckie testamenta! rozumiesz!...
— Ale my nie drwim! — odparł zaperzony pan Tomasz — a wedle testamentu wolno dziewce albo do klasztoru, albo za Kmicica.
— Za kogo, szerepetko? za Kmicica?... Pokażę ja wam Kmiciców!... nauczę was!...
— Kogo to, mości książę, szerepetką nazywasz! Billewicza?