— To już będzie nasz przyjaciel!... — odrzekł pan miecznik.
— Pewnie!... I do niego uciekniemy, byle się pokazał!
— Bylem się stąd wyrwał, będę miał własną partię, i waćpanna zobaczysz, że mi także wojna nie pierwszyzna i że ta stara ręka jeszcze się na coś przyda.
— To idź waćpan pod komendę pana Babinicza.
— Waćpanna masz większą ochotę iść pod tę komendę...
Długo jeszcze przekomarzali się w ten sposób i coraz weselej, tak że i Oleńka, zapomniawszy o swych zgryzotach, rozweseliła się znacznie, a Anusia poczęła w końcu parskać na miecznika jak kotka. Że zaś była wypoczęta, bo na ostatnim noclegu w niedalekich Rosieniach wyspała się dobrze, odeszła więc dopiero późną nocą.
— Złoto, nie dziewka! — rzekł po jej odejściu pan miecznik.
— Szczere jakoweś serce... i myślę, że prędko przyjdziemy do konfidencji530 — odpowiedziała mu Oleńka.
— A postawiłaś jej oto z początku kozła na czole.
— Bom mniemała, że to ktoś nasłany. Czy ja wiem wreszcie? Wszystkiego się tu boję!