Umilkł pan Wołodyjowski, po chwili zaś przeżegnał się i rzekł:
— Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie, a światłość wiekuista niech mu świeci...
— Na wieki wieków! — zakończył Kmicic.
Czas jakiś szeptali modlitwy, może o podobną śmierć dla siebie prosząc, byle nie z rąk Bogusławowych, wreszcie pan Michał rzekł:
— Ksiądz Piekarski zaręczał nam, że on wprost do raju poszedł.
— Pewnie, że tak, to mu i modlitwy nasze niepotrzebne.
— Modlitwy zawsze potrzebne, bo na rejestr innych będą wpisane, a może na nasz własny.
Kmicic westchnął.
— W miłosierdziu bożym nadzieja — rzekł — tuszę też, że za to, com tu w Prusach dokazywał, choć z parę lat czyśćca będzie mi odpuszczonych.
— Wszystko się tam karbuje. Co tu człowiek szablą wyrąbie, to tam sekretarze niebiescy zapisują.