— Z Bogiem!... — rzekł, zdejmując czapkę, pan miecznik.
— Stój! — zawołała Oleńka.
I poczęła pytać cichym, ale prędkim, jakoby gorączkowym głosem:
— Żyw jeszcze czy zmarły?
— Żyw, ale śmierć nad nim.
Tu miecznik, spojrzawszy na twarz Kmicica, ozwał się znowu:
— Nie dowieziecie go do Lubicza.
— Kazał się koniecznie tam wieźć, bo tam chce umrzeć.
— Z Bogiem! Spieszcie się!
— Czołem bijemy!