Potem milczał przez chwilę, jeno mu się wargi poruszały modlitwą.
— Soroka! — rzekł znów po chwili.
— Do usług waszej miłości!
— A kto tam jest w Wodoktach?
— Jest panna i pan miecznik rosieński.
— Pochwalone imię Pańskie! Przychodziłli tu kto pytać się o mnie?
— Przysyłali z Wodoktów, pókiśmy nie powiedzieli, że wasza miłość zdrów będzie.
— A potem przestali przysyłać?
— Potem przestali.
Na to Kmicic: